Sąsiadka pożyczyła ode mnie 3 tysiące w lutym, bo "za tydzień odda". Jest wrzesień. Spotykamy się codziennie na klatce schodowej. Uśmiecha się, pyta o zdrowie. O pieniądzach - cisza.
- Iwonka, ratuj, bo mi się świat wali - powiedziała Jolanta, stojąc w moich drzwiach z oczami czerwonymi od płaczu. Było dwunastego lutego, wtorek, pamiętam, bo właśnie wróciłam z pracy i jeszcze miałam w ręku torbę z zakupami. - Trzy tysiące. Na tydzień. Oddaję w poniedziałek, słowo daję.
Nie zapytałam na co. Nie zapytałam dlaczego akurat ja. Poszłam do sypialni, otworzyłam szufladę z kopertami, odliczyłam pieniądze i podałam jej bez słowa. Jolanta ścisnęła mnie tak mocno, że poczułam zapach jej perfum jeszcze godzinę później na swetrze.
To były pieniądze odłożone na nowy ekspres do kawy. Głupstwo, pomyślałam. Trzy tysiące na tydzień. Jolanta mieszka piętro wyżej od dwunastu lat, znamy się na tyle, żeby zostawiać sobie klucze przed wyjazdem na urlop. Nie jest oszustką. Jest sąsiadką.
Poniedziałek przyszedł i poszedł. Jolanta nie zapukała. We wtorek spotkałam ją na klatce schodowej - wracała z siatkami z Biedronki, uśmiechnęła się, powiedziała - cześć, Iwonka, jak zdrowie? - i poszła na górę. O pieniądzach ani słowa.
Pomyślałam: może zapomniała. Może w tym zamieszaniu, w którym się znalazła, po prostu wyleciało jej z głowy. Zdarza się. Dam jej jeszcze kilka dni.
Kilka dni zamieniło się w tydzień. Tydzień w dwa. Pod koniec lutego Roman zapytał, czy już kupiłam ten ekspres, bo stary przecieka. Powiedziałam, że jeszcze nie. Nie powiedziałam dlaczego.
Pracuję w księgowości od dwudziestu trzech lat, w firmie budowlanej na Widzewie. Codziennie pilnuję cudzych pieniędzy - faktur, rozliczeń, terminów płatności. Wiem, co to jest należność przeterminowana. Wiem, jak się pisze wezwanie do zapłaty. Potrafię zadzwonić do kontrahenta, który zalega z fakturą od trzech miesięcy, i powiedzieć spokojnym głosem: proszę o uregulowanie. Ale do Jolanty z trzeciego piętra nie potrafiłam otworzyć ust.
W marcu kupiła nowe buty. Widziałam je na klatce - jasne, wiosenne, z paskiem na kostce. Może kosztowały sto złotych, może dwieście. Nie moja sprawa. Ale w głowie zaczął mi pulsować mały, wredny głos: ma na buty, a na oddanie pożyczki nie ma?
Nienawidziłam siebie za ten głos.
W kwietniu Jolanta zaprosiła mnie na kawę. Siedziałam u niej w kuchni, piłam nescafe z mlekiem, rozmawiałyśmy o tym, że jej córka zdała prawo jazdy za pierwszym razem. Jolanta się śmiała, ja się śmiałam, było miło.
Przez czterdzieści minut czekałam, aż powie: słuchaj, Iwonka, pamiętam o tych pieniądzach. Nie powiedziała. Odprowadzając mnie do drzwi, ścisnęła mi rękę i powiedziała - dobrze, że cię mam, wiesz?
Na schodach w dół poczułam, że mam łzy w oczach. Nie wiedziałam, czy ze wzruszenia, czy z wściekłości.
Maj. Czerwiec. Lipiec. Każdego dnia mijałyśmy się na klatce schodowej albo na podwórku. Jolanta wychodziła rano z psem, ja szłam do pracy na siódmą. - Cześć, Iwonka! Ładna pogoda, co? - Cześć, Jolanta. Ładna. - I szłam dalej. Z każdym tygodniem te trzy tysiące rosły mi w głowie jak drzewo, które puszcza korzenie w fundamenty. Nie chodziło już o pieniądze. Chodziło o to, że Jolanta patrzy mi w oczy i udaje, że nic się nie stało.
Albo nie udaje. Albo naprawdę zapomniała.
Roman mówił - przypomnij jej. Po prostu powiedz: Jolanta, pamiętasz o tych trzech tysiącach? To jedno zdanie. Dziesięć słów. Łatwizna.
Ale ja nie mogłam. Za każdym razem, kiedy próbowałam, coś mnie zatrzymywało. Nie strach. Raczej taki dziwny wstyd. Jakby upomnienie się o własne pieniądze było czymś niestosownym. Jakbym miała powiedzieć: nie ufam ci. Nie wierzę w twoją przyzwoitość. Musisz mi oddać, bo sama tego nie zrobisz.
A może po prostu bałam się odpowiedzi.
W sierpniu zepsuł się nam piec gazowy. Hydraulik powiedział, że naprawa nie ma sensu, trzeba nowy. Roman policzył i powiedział cicho - a te trzy tysiące by się teraz przydały, nie?
Tej nocy leżałam w ciemności i układałam w głowie zdania. - Jolanta, pamiętasz, w lutym pożyczyłam ci pieniądze? - Nie. Za oficjalnie. - Jolka, słuchaj, trochę mi teraz ciasno z kasą i pomyślałam... - Nie. Brzmi, jakbym przepraszała za to, że chcę swoje. - Jolanta, kiedy oddasz mi trzy tysiące? - Nie. Za ostro. Jak wezwanie do zapłaty.
Żadne zdanie nie było właściwe.
Pierwszego września weszłam do bloku po pracy i zobaczyłam Jolantę na ławce przed klatką. Siedziała z telefonem, paliła papierosa, którego nigdy wcześniej u niej nie widziałam. Spojrzała na mnie i powiedziała - o, Iwonka, siadaj, opowiem ci coś.
Usiadłam. Jolanta zgasiła papierosa i zaczęła mówić. Że jej córka wzięła kredyt na samochód i nie daje rady spłacać. Że zięć stracił pracę w maju i jeszcze nie znalazł nowej. Że daje im co miesiąc ile może, bo co ma zrobić, nie patrzeć jak dziecko tonie.
Słuchałam i czułam, jak te trzy tysiące, które od miesięcy nosiłam w sobie jak kamień, robią się jednocześnie większe i mniejsze. Większe, bo teraz wiedziałam, że Jolanta nie zapomniała.
Wiedziałam, że każde - cześć, Iwonka, jak zdrowie? - kosztowało ją coś, czego nie widziałam. Mniejsze, bo nagle zobaczyłam kobietę, która sama ugrzęzła po szyję i wstydzi się tak bardzo, że udaje, że wszystko jest dobrze.
Nie powiedziała - oddaję ci za tydzień. Nie powiedziała - przepraszam za zwłokę. Powiedziała tylko - ciężko jest, Iwonka - i zagryzła wargę, patrząc gdzieś ponad bloki, w stronę zachodzącego słońca.
Mogłam wtedy powiedzieć to jedno zdanie. Dziesięć słów. Ale zamiast tego powiedziałam - wiem, Jolka. Wiem, że ciężko.
I poszłam na górę do siebie, na drugie piętro, gdzie Roman akurat podgrzewał wczorajszy obiad.
Jest połowa września. Jutro rano wyjdę z mieszkania i na schodach znowu spotkam Jolantę z psem. Powie - cześć, Iwonka, ładna pogoda - i ja powiem - cześć, Jolanta, ładna. I pójdziemy każda w swoją stronę.
Trzy tysiące leżą gdzieś między nami jak ten luźny schodek na półpiętrze, o który obie wiemy i obie go omijamy, nie patrząc pod nogi.
Może kiedyś powiem. Może ona kiedyś powie. A może będziemy tak omijać ten schodek do końca, uśmiechając się do siebie na klatce jak dwie dorosłe kobiety, które wolą milczeć niż zepsuć to, co jeszcze zostało.