"Żyliśmy z żoną skromnie. Tak się złożyło, że nie ukończyłem studiów wyższych i zawsze pracowałem albo na budowie, albo w fabryce, czasem nawet dorywczo. Moja Marta, choć skończyła studia, nie pracowała w swoim zawodzie. Od wielu lat jest doradcą w sklepie kosmetycznym" - opowiada Mikołaj.

Ceny rosną, potrzeba coraz więcej pieniędzy. Córka dorasta, wkrótce pójdzie do szkoły, więc trzeba zaoszczędzić trochę pieniędzy. Najwyższy czas odświeżyć mieszkanie i kupić nowe meble. Bez pieniędzy nie da się nic zrobić. Ale skąd je weźmiemy, skoro wydajemy całą wypłatę?

Wpadłem więc na pomysł pracy za granicą. Tym bardziej, że przyjechał znajomy z Portugalii i chwalił się, że dobrze zarobił w fabryce. Generalnie mówił, że pracy jest pod dostatkiem, trzeba tylko ciężko pracować. Nie trzeba nawet znać języka.

Przekonywanie mnie nie trwało zbyt długo. Do tego Marta nie miała nic przeciwko. Pojechałem więc do Portugalii na sześć miesięcy.

Było oczywiście bardzo ciężko. Dużo pracowaliśmy i mieszkaliśmy w ciasnych pokojach. Jedliśmy tylko raz dziennie, a wydawanie dodatkowych pieniędzy na jedzenie wydawało się nierozsądne. Nie jest łatwo zmusić siebie do wydawania pieniędzy, które zarabia się ciężką pracą.

Na samym początku żona często do mnie dzwoniła, aby zapytać jak mi leci w pracy, aby mnie wesprzeć. Ale z czasem zaczęła dzwonić coraz rzadziej. Miałem wrażenie, że tylko ja za nią tęsknię. Kiedy wróciłem sześć miesięcy później, to uczucie tylko się wzmogło.

Powrót do domu

Marta się ucieszyła, kiedy wróciłem do domu. Ale miałem wrażenie, że bardziej ucieszyły ją pieniądze, które ze sobą przywiozłem. Jej lekkomyślność i codzienne wypady na zakupy były irytujące. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że jest skłonna tak łatwo wydawać nasze pieniądze na różne bzdury.

Próbowałem przemówić jej do rozsądku, ale doprowadziło to do tego, że pokłóciliśmy się. To wszystko miało miejsce już w pierwszym tygodniu po moim powrocie. Teraz moja żona powiedziała, że nie powinienem zwlekać i musze ponownie jechać do Portugalii, zanim znajdą kogoś innego na moje miejsce. Mówi, że to świetna praca.

Nie planowałem nigdzie jechać. Zamierzałem odświeżyć mieszkanie, odpocząć, a później znaleźć jakąś pracę w naszym mieście. Natomiast teraz słyszę tego typu rzeczy. Jeśli wyjadę, to nie zrobimy remontu i ona wyda wszystkie pieniądze. Tylko po co? Żeby za pół roku to się powtórzyło? - pyta oburzony Mikołaj.

Być może teraz przyszła kolej na żonę, by wyjechała za granicę w poszukiwaniu dobrej pracy? Skoro nigdy nie zaznała ciężkiej pracy, jak może docenić wysiłek męża?

Główne zdjęcie: planet