Mam na imię Wiktor. Z moją żoną Kasią żyliśmy razem przez 30 lat. Zawsze zarabiałem pieniądze dla rodziny, a moja żona zajmowała się domem. Nie chciałem, żeby pracowała. Byłem szczęśliwy, że jest w domu. Ale potem miałem jej strasznie dość.

Moja żona i ja żyliśmy zgodnie, szanowaliśmy się, ale miłość zniknęła. Myślałem, że to normalne. Było mi z tym dobrze. I wtedy wszystko się zmieniło.

Pewnego dnia poszedłem do baru i tam poznałem Wiktorię. Od razu mi wpadła w oko. Była 20 lat młodsza ode mnie. Była taka piękna, urocza i zabawna. Po prostu marzenie. Zaczęliśmy się spotykać i wkrótce została moją kochanką.

Dwa miesiące później zdałem sobie sprawę, że nie chcę już dłużej okłamywać żony. Uświadomiłem sobie, że wcale nie chcę wracać do żony po pracy. Zrozumiałem, że bardzo kocham Wiktorię i chcę, żeby to ona została moją żoną.

Po kilku dniach powiedziałem żonie całą prawdę. Kasia nie robiła scen. Zachowywała się bardzo spokojnie i pomyślałem, że ona też przestała mnie kochać i dlatego przyjęła to wszystko tak spokojnie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że naprawdę bardzo zraniłem Kasię.

Rozwiedliśmy się. Sprzedaliśmy mieszkanie, w którym mieszkaliśmy razem od lat.

Wiktoria nalegała: zażądała, żebym nie zostawiał mieszkania mojej byłej żonie, tak też zrobiłem.

Kasia kupiła sobie jednopokojowe mieszkanie. Ja też miałem trochę oszczędności i kupiłem z Wiktorią ładne dwupokojowe mieszkanie.

Nie pomogłem mojej byłej żonie, nawet nie dałem jej żadnych pieniędzy. Wiedziałem, że nie ma kasy i że nie będzie w stanie od razu znaleźć pracy. Ale wtedy mnie to nie obchodziło.

Nasi synowie w ogóle nie chcieli ze mną rozmawiać. Uważali, że zdradziłem ich matkę i nie mogli mi tego wybaczyć. Ale wtedy nie przejmowałem się tym zbytnio, ponieważ moja ukochana Wiktoria była w ciąży i z niecierpliwością czekaliśmy na narodziny naszego dziecka.

Wkrótce urodził nam się syn. Chłopiec nie wyglądał jak ja ani jak moja żona. Moi przyjaciele mieli wątpliwości, czy to w ogóle moje dziecko. Jednak ja nie chciałem ich słuchać.

Moje życie małżeńskie z Wiką nie układało się. Musiałem chodzić do pracy, wykonywać wszystkie prace domowe, a także opiekować się dzieckiem. Moja żona tylko domagała się pieniędzy i wiecznie gdzieś wychodziła. W naszym domu panował ciągły bałagan, nigdy nie mieliśmy przygotowanego jedzenia.

Wiktoria wracała do domu o trzeciej lub czwartej nad ranem, zawsze bardzo pijana, krzyczała i robiła zamieszanie o każdą drobnostkę. Zostałem zwolniony z pracy, ponieważ zasypiałem w pracy, cały czas byłem zły i bardzo źle wykonywałem swoje obowiązki.

Taki tryb życia z Wiktorią ciągnął się przez trzy lata. A potem mój brat, który nigdy nie lubił Wiktorii i bardzo wątpił, że jestem ojcem naszego syna, zrobił test DNA. Okazało się, że nie mam nic wspólnego z synem Wiktorii.

Rozwiedliśmy się zaraz po tym, jak wszystko wyszło na jaw.

Przez cały czas nie miałem kontaktu ani z żoną, ani z synami.

Po rozwodzie z Wiką postanowiłem wrócić do mojej pierwszej żony.

Kupiłem kwiaty, butelkę wina, ciasto i pojechałem do niej. Okazało się, że Kasia się wyprowadziła. Nowa właścicielka dała mi jej nowy adres.

Przyjechałem. Ale kiedy zadzwoniłem do drzwi, otworzył mi mężczyzna. Okazało się, że moja była żona znalazła dobrą pracę i wyszła za mąż za swojego kolegę z pracy. Jest teraz bardzo szczęśliwa i dobrze jej się powodzi.

Pewnego dnia spotkałem moją żonę w kawiarni. Poprosiłem ją, żeby do mnie wróciła. Spojrzała na mnie jak na głupca, odwróciła się i wyszła.

Teraz zdaję sobie sprawę, że zrobiłem coś bardzo głupiego. Czego ja chciałem? Dlaczego zostawiłem żonę i ożeniłem się z młodą dziewczyną?

Mam teraz 54 lata. I nie mam nic. Nie mam żony, nie mam pracy i nawet moi synowie nie chcą ze mną rozmawiać. Straciłem wszystko, na czym mi zależało. I to moja własna wina.

Niestety, to błąd, którego nigdy nie będę w stanie naprawić...

Główne zdjęcie: youtube