Tak się złożyło, że nigdy nie miałam ojca. Moja mama urodziła mnie, kiedy była już mocno po trzydziestce. Myślała, że już nigdy się nie zakocha i nie wyjdzie za mąż.

Ale życie płata figle. W życiu mojej mamy pojawił się mężczyzna, kiedy ja właśnie skończyłam 8 lat.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. Ale mama odeszła do nowego męża, a ja zostałam z dziadkami. Właściwie to oni mnie wychowali i postawili na nogi.

Najciekawsze jest to, że moja mama mieszkała niedaleko, ale odwiedzała nas dość rzadko, dzwoniła raz w tygodniu i to wszystko.

Jestem bardzo wdzięczna moim dziadkom za to, że mnie nie porzucili. Szczerze mówiąc, żyło nam się dobrze.

Mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, ponieważ mój dziadek pracował aż do emerytury, a moja babcia szyła i robiła na drutach. Zawsze nosiłam bardzo piękne rzeczy wykonane przez jej złote ręce.

Babcia nie chciała, żeby ludzie mnie oceniali. Zawsze mówiła, że wzięła mnie do siebie, żebym nie musiała mieszkać z ojczymem. I że źle mu z oczu patrzyło, był zły i nieprzyjazny.

Wiele lat później dowiedziałam się prawdy. Okazało się, że mój ojczym po prostu nie chciał ze mną mieszkać. Postawił mojej matce ultimatum: albo on, albo ja. A ona, jak można się domyślić, wybrała jego.

Moja matka pomyślała wtedy, że już jest stara i to jej ostatnia szansa, by wyjść za mąż. Myślała, że po jakimś czasie jej mężczyzna mnie zaakceptuje. Ale tak się nie stało.

Nowy problem

Od tego czasu minęło bardzo dużo czasu. Przez cały ten czas moja mama mieszkała ze swoim mężem, nie mieli razem dzieci. Ja zostałam u dziadków, było nam razem dobrze, kochałam ich z całego serca. Po części nawet cieszę się, że tak potoczyło się moje życie.

Ostatnio jednak na horyzoncie pojawił się nowy problem. Rzecz w tym, że moi dziadkowie już nie żyją.

Ich 2-pokojowe mieszkanie odziedziczyłam ja: nie zapisali nic w spadku mojej mamie. Mieszkałam w tym domu, odkąd miałam 8 lat, więc wiedziałam, że tam zostanę.

No i ostatnio moja mama została przyparta do ściany. Jej mąż zmarł, ale nie przepisał domu na nią.

Co więcej, mieszkanie trafiło do jego synów z pierwszego małżeństwa, z którymi tak naprawdę nawet się nie kontaktował.

Niedawno jeden z jego synów zadzwonił do mojej matki i powiedział jej, że mieszkanie jest na sprzedaż.

Teraz moja matka nie ma, dokąd pójść. Ciekawe, o kim pomyślała? Bingo!

Chce zamieszkać ze mną, bo sama mam mnóstwo miejsca. Staram się poukładać swoje życie osobiste. Spotykam się z mężczyzną, może zamieszkamy razem.

I oczywiście nie chcę mieszkać z moją matką! Nie jestem jej nic winna, zostawiła mnie, gdy byłam mała. O czym tu dużo mówić?

Przyjaciele mojej matki zaczęli do mnie dzwonić, żądając, żebym ją do siebie wpuściła. Mówią, że nie mam sumienia!

Czuję się pod presją i nie podoba mi się to. Czy muszę czuć się winna po tym wszystkim, co się stało?

Czasami myślę o tym, co zrobiłaby babcia na moim miejscu, w końcu to ona jest dla mnie autorytetem. Może mimo wszystko powinnam zaakceptować moją matkę?

Główne zdjęcie: planet